To już chyba koniec

Trudno mi to napisać, ale…

W zasadzie to chyba nn już nie będzie. Straciłam całkowicie wenę do pisania o pingwinach, od kiedy w moim życiu pod względem tego, co lubie trochę się pozmieniało. Pingwiny prawie w ogóle mnie jużnie interesują. Blogi innych będę jeszcze czytać, bo mają „to coś”, ale sama już pisać nie będę. :( Może było by inaczej, gdyby nie to, że całkowicie straciłam motywację… ale nie ma co się rozczulać. Tak czy inaczej to już najprawdopodobniej koniec tego bloga i jeśli powstanie jakiś mój blog to już na inny temat. Cieszę się, że mogłam chociaż pisać i być doceniana przez ten krótki czas :)

Może jeszcze kiedyś tu wrócę, ale raczej jeśli kiedykolwiek jeszcze przeczytacie moje „wypociny” to już o zupełnie czym innym.

Tym, co prowadzą blogi życzę weny, a wszystkich pozdrawiam

AK

25. Najlepsza porażka na świecie

-Gdyby Kowalski tu był, na pewno w tej sytuacji powiedziałby „de ja viu” – szepnął w kierunku Rico Szef.

W tym momencie do sali wjechał Bulgot. Za nim wszedł Szeregowy. Widać było, że młody z jakiegoś powodu się stresuje. Jakby za chwilę miało się stać coś ważnego.

-Mam dla was małą propozycję. – uprzedził żądania Skippera delfin. – Szeregowy będzie z wami walczył. Jeśli przegra, wróci do was, jeżeli wygra – będzie niespodzianka.

-Zgoda – odpowiedział bez wachania Szef.

Pierwszy miał walczyć Rico. Ustawił się do walki. Szeregowy tak samo. Zaczęła się. Dość krótka, bo młody dość szybko powalił psychopatę. Nadeszła kolej na Skippera.

Walska z nim szła Szeregowemu trochę (dużo) gorzej. Jednak miał dość sporą motywację i chwilę potem Szef leżał na ziemi. To oznaczało porażkę „gości”.

-Bardzo ładnie – powiedział Bulgot – teraz czas na niespodziankę.

———————————————————————————————————————————————————————-

-Udało mu się – powiedziała Mary do Kowalskiego. – to oznacza, że  wracasz z nim do oddziału Skippera.

-Jednak ja się nie cieszę z tego. Będę się musiał z tobą rozstać.

-Mi też się to nie uśmiecha. Bardziej cieszyłabym się, gdyby tatuś pozwolił mi iść z tobą.

-Wszystko słyszałem! – usłyszała ze słuchawki, którą miała na uchu głos delfina. – Pozwalam ci.

-Ale naprawdę? – pingwinka nie mogła uwierzyć własnym uszom.

-Jesteś dorosła i możesz sama o sobie decydować.

-Co się stało? – zapytał wynalazca.

-Tatuś pozwolił mi z tobą iść!

———————————————————————————————————————————————————————-

Szef nie mógł uwierzyć własnym oczom. Przez ten czas Szeregowy tak bardzo się zmienił. Tyle się nauczył… ale nie od niego. I jeszcze wygrał walkę mimo, że przegrywając, mógł wrócić do oddziału… Co prawda bez Kowalskiego i tak nie byłby pełny. No właśnie – bez Kowalskiego. Biedak pewnie już nie żyje. Przez tą szumowinę! Skipper stracił wszystko oprócz Rico. Tylko on jeszcze był przy nim.

Nagle drzwi otworzyły się. Zza nich wychyliła się głowa pingwinki. I wtedy rozległ się znajomy głos. A raczej krzyk. Wszyscy zwrócili głowy w tamtą stronę. Szeregowy nawet tam pobiegł. Chwilę się nie pokazywał, aż w końcu… oczom wszystkich ukazali się Szeregowy, pingwinka i Kowalski! Tylko, że teraz wynalazca miał skrzydło i NOGĘ w gipsie.

-„To chyba najlepsza porażka na świecie” – pomyślał wzruszony Szef widząc swojego podwładnego całego i zdrowego.

Trochę mi to zajęło, ale w końcu napisałam następną notkę. Mam nadzieję, że nie jest do bani ;) Czekam na wasze komentarze.

24. Ranny ptaszek

-Kowalski, macie jakiś plan w tej sytuacji?

-Nie, Szefie. Takiego wydarzenia nie przewidziałem. Ale możliwe, że jak nie będziemy się ruszać, to nas nie zauważą. – odpowiedział wynalazca, z lękiem patrząc na wpatrujące się w nich homary. Gdyby nie były tak daleko i nie miały kuszy, to poradziłby Skipperowi, żeby kazał Rico wypluć coś wybuchowego.

-Teraz przydałaby się ubersłodycz Szeregowego… – dodał szeptem do siebie. Jak bardzo młody by im się teraz przydał…

W tym momencie drzwi naprzeciw pingwinów się otworzyły i do pomieszczenia wjechał Bulgot, a tuż za nim (wszedł) Szeregowy.

-Oddaj nam Szeregowego! – krzyknął Szef w stronę delfina.

-Radziłbym wam uciekać, zanim rozkażę moim sługom was zaatakować – odpowiedział groźbą Bulgot. W tym samym momencie jeden z homarów, który niezbyt dokładnie słuchał tego, co mówi jego dowódca, słysząc wyraz „atakować” strzelił z kuszy. Trafił w lewe skrzydło Kowalskiego. Bulgot widząc to, krzyknął coś do swoich sług i szybko kilkoro z nich chwyciło rannego. Skipper i Rico starali się do tego nie dopuścić, ale młody, uzyskawszy pozwolenie delfina, na moment odgrodził im drogę i homary zaniosły Kowalskiego w głąb bazy Bulgota.

———————————————————————————————————————————————————————-

-Gdzie ja… Aaaa! Ał! – oto pierwsze słowa Kowalskiego po przebudzeniu się (podczas walki stracił przytomność). Lekkie otępienie (gdzie ja…) natychmiast znikło (aaaa!), a panikując wynalazca lewym skrzydłem, które miał w gipsie, walnął w łóżko, na którym leżał (ał!).

-Spokojnie – usłyszał głos pingwinki, która stała po jego prawej stronie. – po pogorszysz stan swojego skrzydła.

-Skąd ty się tu wzięłaś? – zapytał patrząc na nieznajomą. Miała długie pióra, zagarnięte na prawą stronę tak, że zasłaniały jej prawe oko. Wszystko wskazywało na to, że jest w jego wieku. Wydawała mu się bardzo piękna.

-Tatuś poprosił mnie, żebym się tobą opiekowała.

-Tatuś?

-Przygarnął mnie, kiedy byłam mała.

-A tak w ogóle, jak masz na imię?

-Mary. Jestem Mary, a ty?

-Kowalski. Gdzie ja jestem?

-W bazie tatusia. A dokładniej w Sali dla rannych i chorych.

-To twoim „tatusiem” jest Bulgot?!

-Tak niektórzy go nazywają. Np. homary. Ale tak naprawdę ma na imię Francis. Tak przynajmniej mówi na niego ciocia.

-To on ma siostrę?

-Tak – mówiąc to chwilę się zamyśliła. – ale chyba już za dużo ci powiedziałam. Mam nadzieję, że tatuś nie będzie zły…

W tym momencie do sali wszedł Szeregowy.

-Jak się czujesz, Kowalski? – a zauważając pingwinkę dodał: – O, cześć, Mary!

-Nie jest źle… – odpowiedział po krótkim namyśle wynalazca.

-Jak tam trening? – zapytała Mary.

-Dobrze. Idzie mi coraz lepiej. Niedługo już będę gotowy. – odpowiedział młody. Po chwili zapytał: – Kowalski, a planowana jest kolejna próba „oswobodzenia” mnie?

-A po co chcesz to wiedzieć? – zapytał podejrzliwie wynalazca.

-To na razie tajemnica, ale mogę powiedzieć, że to nie będzie nic złego.

-Będzie za 2 tygodnie. – odpowiedział pingwin ufając w prawdomówność Szeregowego.

Młody spojrzał wymownie na Mary. Oboje wiedzieli, że nie zdążą w tym terminie wykonać planu.

Nagle pingwinka mająca dużo lepszy słuch od pozostałej dwójki usłyszała znajomy głos.

-Ciocia przyszła! Muszę iść! – powiedziała wybiegając z pomieszczenia.

Piętnaście minut później drzwi otworzyły się i wjechał Bulgot.

-Szeregowy, pozwól na chwilkę… – powiedział i chwilę później Kowalski został sam.

———————————————————————————————————————————————————————-

-Moja siostra chce poznać osobę, która mnie tak zmieniła od jej ostatniego przybycia – tłumaczył w drodze do sali dla gości Bulgot. – Najlepiej nie wspominaj przy niej o miłości, bo ma z tym niedobre skojarzenia.

-Dobrze – przyjął do wiadomości Szeregowy. Drzwi do których dotarli otworzyły się, a młody usłyszał znajomy głos:

-Szeregowy?

-Cześć, Doris – młody w głębi duszy cieszył się, że nie ma tam Kowalskiego.

-Mam nadzieję, że w pobliżu nie ma Kowalskiego?

-Nie.

-To dobrze – odetchnęła z ulgą delfinica.

-To wy się już znacie? – zapytał zdziwiony Bulgot.

-Mamy wspólnego znajomego – odpowiedziała Doris.

-A dlaczego nie chcesz widzieć Kowalskiego? – włączyła się Mary.

-Wolałabym mu nie mówić kolejny raz, że go lubię, a nie – lubię-lubię. To byłoby 17 i pół razy.

-Albo 17. Jeżeli byłoby tak, jak ostanio. – dodał Szeregowy.

———————————————————————————————————————————————————————-

-„Zapomnieli zamknąć drzwi” – pomyślał Kowalski chwilę po wyjściu młodego. Chociaż to mu w ogóle nie przeszkadzało. W sumie mógł słyszeć to, co działo się poza salą. I tak się złożyło, że usłyszał głos Doris. – „To ona jest siostrą Bulgota?!” – ta wiadomość go zaskoczyła. Jeżeli nie mogła z nim być z tego powodu, to mogła powiedzieć! I wtedy usłyszał coś, co wstrząsnęło nim jeszcze bardziej: „ja go lubię, a nie – lubię-lubię”. W koncu do niego dotarło. Załamał się. Miał ochotę wstać i uciec tylko po to, żeby wskoczyć pod pędzący samochód. Ale włśnie – nie mógł wstać. Wtedy zauważył leżący obok niego kij. Chwycił za niego i zaczął się posuwać razem z łóżkiem (na kółkach) w stronę wyjścia.

Jednak w połowie drogi, drzwi do pokoju gościnnego otworzyły się i z pomieszczenia wyskoczyła Mary.

-Kowalski, co ty robisz?!

Z Sali wychynęły się teraz głowy Bulgota, Szeregowego i Doris.

-Chcę skończyć to wszystko. – powiedział z rozpaczą wynalazca.

-Ładne żarty! – powiedziała dobiegając do niego pingwinka. – A teraz wracamy do Sali dla chorych!

-A mogłem zachowywać się odrobinę ciszej… – poddał się Kowalski.

———————————————————————————————————————————————————————-

-Spróbuj wstać, Kowalski – powiedziała Mary pięć dni po tym zdarzeniu. Po wynalazcy widać było, że oprócz złamanego skrzydła nic mu już nie dolega.

-Muszę? – pingwin nie chciał rezygnować z prawie całkowitego braku samodzielności. Łóżko było tak miękkie, rozmowy z pinginką tak interesujące… i to, że nie musiał trenować. Tak, to był raj. Ale kiedyś musiał się skończyć. Wstał. Chwilowa utrata równowagi już leżał… w skrzydłach Mary, która w porę zdążyła go złapać, zanim uderzył o ziemię. Prawie styknęli się dziobami.

I właśnie w tej chwili wszedł Szeregowy.

-To może ja wam nie będę przeszkadzać -powiedział, widząc powstałą dwuznaczną sytuację i cofnął się na zewnątrz.

Kowalski natychmiast wstał kryjąc zakłopotanie.

-No to teraz uzna nas za parę – powiedział cicho. Zapomniał jednak, że pingwinka ma słuch absolutny.

-A co, nie jesteśmy parą? – odpowiedziała zalotnie.

-Ehm… no wiesz… nie tak oficjalnie…

-To jeszcze może się zmienić. – I Mary wyszła z pomieszczenia.

Jak podobała Wam się notka? I co myślicie o Mary? Co według Was planują Bulgot z Szeregowym? Czekam na wasze komentarze! :)

23. On coś w sobie ma, co jest silniejsze ode mnie

W bazie samoistnie włączył się telewizor. Szeregowy, myśląc, że to jakiś przypadek, spróbował go wyłączyć, ale nie mógł. Na ekranie pojawił się Bulgot.

-Witaj, Szeregowy. Mam dla ciebie małą propozycję.

-To możesz nie trudzić się w tłumaczeniu, bo moja odpowiedź na pewno będzie brzmiała: „nie!”

-Może zmienisz zdanie, kiedy zobaczysz, jakie ptaszki udało mi się złapać. – Tu z uśmieszkiem pokazał na związanych Kowalskiego, Rico i Skippera. – Jeśli zdecydujesz się być jednym z moich sług, to ich wypuszczę.

Młody zastanowił się. Jeżeli odmówi, to oni na pewno zginą! Ale Szef zakazał mu opuszczać bazę pod żadnym pozorem…

-Gdzie mam iść? – odpowiedział niepewnym głosem.

————————————————————————————————————————————–

Szeregowy z gulą w gardle wszedł do bazy Bulgota. Przypomniał sobie, jak był tutaj ostatnio. Nie skończyło się to wtedy najlepiej.

Wszedł do sali, którą wcześniej wskazał mu delfin. Młody czuł, że oprócz niego, znajdzie tam także związaną resztę oddziału. I faktycznie tak było.

-Szeregowy, nie! – dobiegł go szept zrozpaczonego Szefa.

Młody spuścił głowę i przeszedł przez pomieszczenie, mijając związanych towarzyszy. Cały się trząsł. Kiedy doszedł do Bulgota, ten powiedział:

-Tak, jak było w umowie – ty tu zostajesz, a ich wypuszczam na wolność. – W mgnieniu oka do jeńców przystąpiła grupka homarów, która bardzo szybko ich rozwiązała. – Możecie stąd iść – powiedział, udając łaskawość do trójki pingwinów.

-Ruszymy się stąd bez Szeregowego! – krzyknął Skipper, stawiając opór.

-O tym, czy Szeregowy z wami idzie, czy nie, decyduję ja. A teraz wynocha, bo zmienię zdanie. – odpowiedział delfin z radością widząc po wyrazie twarzy Szefa, jak wiele bólu mu sprawia.

-Proszę, idźcie… – szepnął z rezygnacją młody. W końcu umowa to umowa.

————————————————————————————————————————————–

Z DZIENNIKA BULGOTA

Z mojego nowego sługi będzie więcej pożytku, niż na początku przypuszczałem. Potrafi dość dobrze walczyć, co sprawia, że będzie dość dobrym żołnierzem w moich szeregach po szkoleniu. Jego dość duży minus trochę obniża jego „wartość”. Ze względu na więzi między nim, a jego byłymi towarzyszami nie będę mógł użyć go przeciwko nim. Muszę mu tę jego dobroć wykorzenić mu z głowy.

Szeregowy obudził się z dziwnym uczuciem. Naprawdę dziwnym. Obudzić się z przekonaniem, że jest u siebie, wśród swoich, a po chwili uświadomić sobie, że poprzedniego dnia „trochę” się zmieniło. Na przykład, że twoja własna rodzina, to wrogowie twojego przełożonego. Bardzo nieprzyjemna pobudka. I pomyśleć, że tak już ma zostać. Na zawsze!

I każdy kolejny poranek młodego wyglądał tak samo, jak ten. Po pobudce był posiłek (na jego jakoś nie narzekał), następnie wykonywał różne rozkazy Bulgota, a potem (ale dopiero po pierwszym tygodniu) był trening. I tak mijał dzień za dniem w tęsknocie za oddziałem i zoo. Po pewnym czasie Szeregowy zauważył, że delfin jest milszy, niż na początku. A może tak mu się tylko wydawało?

————————————————————————————————————————————–

Z DZIENNIKA BULGOTA

 

Minął miesiąc od kiedy Szeregowy zaczął dla mnie pracować., ale czuję, że to było znacznie więcej czasu. Jego trenowanie idzie mi coraz lepiej. Widać po nim dyscyplinę wpojoną przez Skippera. Jest jednak nad wyraz wrażliwy. Jak Mary. Pod jego wpływem coś mi mięknie w sercu. Czuję, że staję się inny, że staję się swoim przeciwieństwem. Już nawet homary się dziwią i przestają się mnie bać. A na dziobie młodego coraz częściej widzę uśmiech. Chociaż wiem, że tutaj na pewno nie jest nawet w części tak szczęśliwy jak byłby w zoo.

Co ja mówię?! Powinienem być wredny skupiony na zemście! Ale już nie potrafię. On coś w sobie ma, co jest silniejsze ode mnie i samo mnie zmienia. Mimowolnie staję się inny, niż kiedyś.

I znowu czas wrócić do opowiadania. W sumie ta notka miała być dwiema oddzielnymi, ale pomyślałam, że byłyby za krótkie (ma pytanie jak wyleczyć obsesję na punkcie dugości notek?). Mam nadzieję, że notka się podobała. Choć pewnie nie jedna osoba pomyśli sobie o mnie: „Co jej strzeliło do głowy?” ;) Czekam na wasze komentarze! :)

Ś1. Niecodzienne święta

-Czas rozpocząć operację: święta! – obwieścił Skipper patrząc na oddział. Na jego dziobie widniał uśmiech.  To była pierwsza gwiazdka, kiedy nie był zadowolony.  – Szeregowy, zajmiecie się zbieraniem informacji od mieszkańców zoo, Kowalski, wy obmyślicie plan, jak stąd uciec, a wy Rico spakujecie potrzebne rzeczy na tygodniową podróż.

-Nie będziemy spędzać Bożego Narodzenia w zoo? – zapytał zdziwiony Szeregowy.

-Nie. – odpowiedział Szef. – Wyjedziemy do naszej kolebki – na Antarktydę.

-Co?! – krzyknęła reszta oddziału.

-Wśród lampartów morskich? – zapytał Szeregowy.

-W tym zimnie? – zapytał Kowalski

-Bla wa ba? – dodał Rico

-Tak. Prawdziwi komandosi świętują na polu bitwy, a nie w przytulnym otoczeniu. To będzie dla was sprawdzian, czy będziecie potrafili przeżyć nawet najpiękniejsze święta na polu bitwy.

-Ale… Szefie, czy nie możemy tu zostać? – spytał Szeregowy.

-Nie możemy i nie ma zmian.

————————————————————————————————————————————–

-Czy ten sprawdzian to prawdziwy powód naszego wyjazdu? – zapytał Kowalski dowódcę, kiedy cały oddział był w drodze na Antarktydę.

-Nie. – odpowiedział pochmurniejąc dowódca.

-To dlaczego opuściliśmy zoo?

-Gdybym ci powiedział, zepsułbym ci całe święta. Powiem w drodze powrotnej.

-Ale Szefie, ze świadomością, że jest coś, co powinienem wiedzieć nie miałbym zbyt miłych świąt.

-Ale nie powiesz nikomu?

-Nie.

-A zwłaszcza Szeregowemu?

-Nie powiem mu.

-Ech, dobrze… Uciekamy.

-Ale przed czym?

-Przed Hansem. Przywożą go do naszego zoo na czas remontu jego wybiegu w Hoboken.

-Ale jak Alice zauważy, że nas nie ma, to wszystko wyjdzie na jaw.

-Dlatego już tam nie wrócimy.

-Nie!!! – krzyknął Szeregowy, który już od dłuższego czasu przysłuchiwał się tej rozmowie. Spojrzał na Skippera pełnym wyrzutu wzrokiem i zawrócił do zoo.

————————————————————————————————————————————–

Młody leciał przez śnieżną zamieć w kierunku zoo. Czuł się oszukany przez Szefa. Mieli spędzić najpiękniejsze święta w roku na Antarktydzie, bo przyjedzie Hans! Takiego lęku po swoim dowódcy Szeregowy się nie spodziewał. Wiedział, że jeśli teraz wróci do zoo nigdy nie dołączy do reszty oddziału, ale nie mógł już dłużej słuchać, tego co Szef mówił o tym wszystkim. W pewnym momencie coś uderzyło młodego i ten wleciał w rozszalałe morze.

————————————————————————————————————————————–

-Szeregowy!!! – krzyczał cały oddział, szukając młodego. Przez tą śnieżycę nic nie widzieli, dlatego musieli zdać się na inne zmysły. Raz po raz przestawali, krzyczeć, żeby sprawdzić, czy nie słychać odzewu.  Nagle Skipper kątem oka zobaczył fragment skrzydła z jet packa Szeregowego, wystający ponad falami. Podleciał nad to miejsce i podniósł przedmiot. Z wyrzutami sumienia podleciał do reszty oddziału i z łzami powiedział:

-Kończymy poszukiwania. Już za późno.

-Kontynuujemy nasz plan? – spytał Kowalski.

-Tak – odpowiedział z ciężkim sercem dowódca. – w zoo już nie mamy czego szukać.

————————————————————————————————————————————-

Szeregowy powoli otworzył oczy. Ciągle padało, a on na czymś płynął. W oddali usłyszał głosy nawołujące jego imię. W pewnym momencie ucichły, a młody chciał odpowiedzieć na wezwanie, ale przypomniał sobie, rozmowę Szefa i Kowalskiego. Wiedział, że z zepsutym jet packiem nie ma jak lecieć, więc musiałby lecieć tam, gdzie oni i na zawsze opuścić zoo. Nie chciał tego. Zdał sobie sprawę, że te święta nie będą za bardzo wesołe, ale nie miał już innego wyjścia. Oddział już odleciał.

————————————————————————————————————————————–

Hans dotarł na wybieg pingwinów. Z triumfalnym uśmieszkiem wszedł do bazy nielotów. Bardzo się zdziwił, kiedy nikogo tam nie zastał. Jednak na powierzchni usłyszał czyjeś kroki. Ukrył się w mało widocznym miejscu i poczekał, aż ten ktoś wejdzie. Następnie rzucił się na tą osobę. Zaczęła się walka w której efekt zaskoczenia miał taką dużą przewagę, że maskonur z łatwością pokonał przeciwnika.

Ale bardzo się zdziwił, kiedy odkrył, kogo złapał.

-No tak siem wita króla w święta?! – Julian był zszokowany takim powitaniem.

-Gdzie pingwiny? – zażądał ostro Hans, przyciskając lemura do podłogi.

-Nie ma ich tu? – zdziwił się król lemurów. – Byłem przekonany, że te śmierdzące rybą ptaki są tutaj! Na pewno ty wiesz gdzie są i się głupio mnie pytasz!

-Zostaw go, Hans! – do bazy wpadł Szeregowy.

-No proszę, proszę… a gdzie reszta?

-Oni są… gdzie indziej.

-Zostawili ciebie samego? Nieładnie z ich strony – zaśmiał się maskonur. – Mam dla ciebie propozycję: powiesz mi gdzie są, to  zostaniemy przyjaciółmi.

-Nawet gdybym chciał, to nie mógłbym ci powiedzieć, gdzie są, bo tego nie wiem.

-No cóż, znając ciebie nie kłamiesz, więc spędźmy chociaż te święta, jakbyśmy nie byli wrogami.

-To nie jest podstęp?

-A skąd! Po prostu zawsze moja gwiazdka była do kitu i chciałem spędzić chociaż raz święta bez złości… – tu Hans posmutniał. Jego Boże Narodzenie nigdy nie było czymś, co warto wspominać. Teraz miał na to szansę.

-No dobrze. Przynajmniej nie będę samotnie tu siedział – na twarzy młodego pojawił się uśmiech, który udzielił się także maskonurowi. Wyglądało na to, że te święta nie będą takie złe.

————————————————————————————————————————————–

-Szefie, miał Szef rację – powiedział smutno Kowalski na miejscu.

-Z czym miałem rację? – zapytał Skipper.

-Z tym, że jeżeli się zapytam o powód opuszczenia zoo, to będziemy mieli zepsutą gwiazdkę. Powinienem był Szefa posłuchać i poczekać. – Tu wynalazca uronił łzę.

-A ja mogłem postawić na swoim i ci nie mówić. Co ze mnie za dowódca. – Szef, podobnie, jak Kowalski zaczął płakać. – Zniszczyłem te święta! Przeze mnie młody nie żyje! Powinienem był stawić czoła Hansowi i jak już ponieść rany, walcząc z nim, a nie – uciekać, jak tchórz!

-Może…

-Kowalski, wracamy do zoo!

————————————————————————————————————————————–

-To wspaniała gwiazdka! – powiedział Hans siedząc z Szeregowym po wigilijnej kolacji. – Chciałbym, żeby tak było co rok. Nie jesteś taki, jak Skipper.

-Taki, czyli jaki?

-Samolubny i zadufany, a dodatkowo tak nieufny, że nie ufa nawet swojemu oddziałowi.

-On nam ufa! – krzyknął Szeregowy, wstając z miejsca.

-A kamery w bazie?

-To jest tylko w razie czego. Jakby ktoś nas zaatakował.

-Do tego ma alarm antyintruzowy. Pomyśl, Szeregowy, czemu on zawsze jest taki, jaki jest.

Młody chwilę się zamyślił. Maskonur miał rację: Szef nigdy nikomu nazbyt nie ufał. Zawsze go dziwiło, jakim trafem na nagraniach są zawsze oni, a nie wrogowie. Dowódca zawsze tłumaczył to błędem w sprzęcie, ale nie widział, żeby on to kiedykolwiek naprawiał. Może Hans miał rację?

————————————————————————————————————————————–

-Hans pewnie jest w bazie – szepnął do reszty oddziału Skipper, lądując na wybiegu. Ale nagle usłyszał głos Szeregowego. Stanął, jak wryty. – On żyje! – szepnął do siebie ze wzruszeniem. Chciał wejść do bazy i przytulić młodego, przeprosić go, ale nagle znowu coś mu przeszkodziło – głos Hansa. Dowódca oddziału nie wiedział już, co robić. Gdyby wszedł, czekałaby go może zasadzka maskonura, ale tam jest też Szeregowy i może potrzebować jego pomocy! Stał więc w miejscu, nie mogąc zrobić, ani kroku naprzód, ani kroku w tył. Był bezradny. I nim się zdecydował, ku niemu poleciały pociski z urządzeń, które sam zbudował, żeby nikt niepowołany nie dostał się do bazy. Teraz nie miał czasu na zastanawianie, tylko musiał unikać własnej broni.

————————————————————————————————————————————–

-Co tam się dzieje? – zapytał Szeregowy słysząc odgłosy strzałów.

-To nic. – odpowiedział Hans z uśmieszkiem.- Po prostu robię ci prezent na gwiazdkę i oswabadzam cię od oddziału.

-Oni tu są?! – bardziej krzyknął niż zapytał młody.

-Tak – zaśmiał się maskonur. – ale chyba nie są dla ciebie już tak ważni, po tym, co ci zrobili?

-Skąd wiesz, co mi zrobili?

-Bo cię śledziłem, jak razem z oddziałem lecieliście na Antarktydę. I to ja sprawiłem, że spadł na ciebie ten przedmiot, przez który wpadłeś do morza.

-Ta wspaniała gwiazdka też była podstawiona?

-Akurat tego nie planowałem. To było tak wspaniałe przeżycie, że pozwoliłem ci przeżyć.

-Jesteś taką samą szumowiną, jak byłeś. – powiedział Szeregowy i podbiegł do panelu sterowania. Szybko wyłączył zabezpieczenia antyintruzowe, a następnie wyskoczył z bazy. Zobaczył znowu Skippera z resztą oddziału. Mimowolnie się uśmiechnął. Natychmiast podbiegł do niego Szef i go przytulił.

-Co zrobimy z Hansem? – zapytał po cichu młody.

-To już zostaw mnie, Szeregowy, wy zadbajcie tylko o piękną końcówkę tych świąt.

Chiciałam, żeby to wyszło trochę weselsze, ale od piątku jestem pod wpływem filmu „Kung Fu Panda 2″ (poprzednią notkę miałam zaplanowaną od dłuższego czasu, więc tam nie czuć tego wpływu). Ale mam nadzieję, że to nie zepsuło notki i wam się podobało. :)

Życzę Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!

22. Gdzie Kowalski?

-Szeregowy, spokojnie. Ona wyjdzie z tego. – spróbował pocieszyć młodego Szef. Jedyną osobą mocno ranną w wyniku starcia z Bulgotem była Wiktoria. Delfin dość mocno ją uszkodził (kolokwialnie i delikatnie mówiąc).  Nieprzytomna pingwinka leżała na stole w laboratorium Kowalskiego, który z całych sił starał się ją odratować. Reszta oddziału w napięciu czekała na wybiegu na efekty jego starań.

-Szefie, ale… co jeśli… – młody miał już powoli dosyć tego czekania.

-Szeregowy dajcie już spokój! – krzyknął Skipper wymierzając mu plaskacza. Przejmował się tym wszystkim bardziej, niż ktokolwiek z oddziału. W oczach jego syna pojawiły się łzy. – Przepraszam, Szeregowy… nie chciałem… – I na potwierdzenie swoich słów przytulił młodego.

W tym momencie z laboratorium wyszedł Kowalski. Mimo, że jeszcze nic nie powiedział, jego postawa mówiła sama za siebie: nie udało się. Szeregowy rozpłakał się. Wynalazca wrócił do pomieszczenia zostawiając Szefa i Rico próbujących uspokoić młodego.

Kowalski usiadł na podłodze. Nie udało mu się. Po raz pierwszy. Zawsze miał tyle inteligencji i szczęścia, żeby uratować rannego towarzysza (pierwszy raz w życiu ratował pingwinkę). Wynalazca postanowił, że jeżeli Szef sam go nie wywali z oddziału, tu sam ich opuści.

Wynalazca ostrożnie wychylił dziób z laboratorium. Wszyscy spali. Ostrożnie przeszedł przez bazę i wyszedł na zewnątrz. Nie wzbudzając niczyich podejrzeń mury zoo i ruszył przez Central  Park w głąb miasta.

-Szefie, Kowalskiego nie ma! – powiedział (w sumie krzyknął) do dowódcy Szeregowy.

Był środek nocy, więc pierwszą reakcją Skippera było podskoczenie i walnięcie w prycz Kowalskiego.

-Jak to nie ma, Szeregowy?! Sprawdzaliście w laboratorium?

-Rico już sprawdzał.

-A  w toalecie?

-Tak.

-Czyli faktycznie go nie ma. Trzeba będzie go poszukać. Zbieramy się, panowie!

Przez całą godzinę szukali go po całym zoo i parku, ale go nie znaleźli.

-Przypuszczam, że w jego zniknięciu maczał płetwy sam Dr. Bulgot. – powiedział w pewnej chwili Szef. – trzeba to sprawdzić.

-To może Szef sprawdzi to razem z Rico, a ja na wypadek, jakby Kowalski wrócił. – powiedział Szeregowy.

-Dobra myśl. – odpowiedział dowódca i każdy udał się w swoją stronę.

Ta notka jest krótka, ponieważ tak przy okazji piszę notkę świąteczną (będzie to najdłuższa notka na tym blogu) . Ukaże się najpóźniej we wtorek rano.

Mam nadzieję, że notka się podobała :)

21. Pamięć wraca

-Mam wrażenie, że czego mi brakuje – powiedziała w bazie Wiktoria. Po walce z Bezimiennym prawie wszyscy wrócili do siebie. Prawie, bo Kowalski o mały włos nie miał amputowanego skrzydła. No i wyrażenie „wrócili do siebie” w tym przypadku obejmowało tylko aspekt fizyczny. Psychicznie każdy z nich czuł się bardzo dziwnie.

-Może rodziców? – zasugerował Szeregowy. Miał wrażenie, że o czymś zapomniał.

-Nie. W sumie miałam ich do zeszłego tygodnia. Był wypadek i… – tu pingwinka się rozpłakała.

-Przykro mi…

-I tak byłam adoptowana. A przynajmniej tak mi powiedzieli.  Ja sama nie pamiętam nic sprzed miesiąca.

-Ja mam podobnie. Nie pamiętam wielu zdarzeń, które zdarzyły się dość niedawno. Podobno się zdarzyły

-Lepiej już idźmy spać. Szef i Rico już dawno chrapią. A z tego, co doświadczyłam, sen jest czasami najlepszym lekarstwem.

————————————————————————————————————————————–

Cały oddział obudził alarm antyintruzowy połączony z wybuchem w laboratorium.

-Kowalski! –krzyknął Szef, zrywając się z pryczy. Wszyscy pobiegli w kierunku, gdzie spodziewali się znaleźć wynalazcę. Jego jednak tam nie było.

-Może jest na innym wybiegu? – zapytał z nadzieją Szeregowy. Już pingwiny miały wychodzić z bazy, kiedy na ekranie telewizora pojawił się Bulgot.

-Mam Kowalskiego. Jeżeli chcecie go jeszcze zobaczyć, kierujcie się w stronę najwyższego wieżowca w Nowym Jorku.  Będę czekać na najwyższym piętrze. Nic nie kombinujcie, bo stanie mu się coś złego.

Telewizor się wyłączył.

-Co robimy? – zapytała Wiktoria.

-Musimy tam pójść – odpowiedział Skipper. -  Chociaż dziwię się, że Bulgot żyje. Po ostatnich wydarzeniach…

-Tak… – przyznał Szeregowy – Zaraz! Przecież wcześniej tego nie pamiętałem!

Młody zdał sobie sprawę, że już wcześniej widział Wiktorię. Na przykład, kiedy został raniony zatrutymi strzałami. Przypomniał sobie tą noc, kiedy Bezimienny zabił jego mamę, Manfrediego i Jonsona. Zauważył też, że to urządzenie, którym potraktował ich ten bandyta w tamtą pamiętną noc, było tym samym, które wybuchło poprzedniego dnia! I dlatego dopiero teraz wszyscy odzyskali pamięć – maszyna została zniszczona. Właśnie z tego powodu, ze ta pamięć dopiero im wracała, tak się źle czuli. Wspomnienia dopiero powracały.

————————————————————————————————————————————–

-Uciekajmy! – krzyknął Szef rozwiązując Kowalskiego.

-A gdzie reszta? – zapytał wynalazca.

-Szlag! Przecież byli za mną! – dwójka komandosów wbiegła do sali, gdzie Bulgot czekał ze związanymi Szeregowym i Rico. Wiktoria leżała w kącie pomieszczenia w kałuży krwi.

-No to kto następny? – zapytał delfin nie zauważając nowoprzybyłych. – Może Rico?

Szumowina skierowała laser w stronę psychopaty. Już miał strzelić, kiedy poczuł uderzenie ze strony Skippera.

-ZOSTAW MOJEGO BRATA! – ryknął pingwin. Bulgot uderzył go jednak ogonem sprawiając, że ten uderzył w ścianę, tracąc przytomność. Obok dowódcy pojawił się niebiesko-czerwony kamyk.

Widząc to, Rico zrozumiał. W jednej chwili rozerwał krępujące go więzy i rzucił się na delfina.

Ech… Ta notka raczej nie wyszła mi za dobrze :( Zmęczenie po konkursach daje się jednak we znaki. Zwłaszcza, że zawsze miałam problemy z łączeniem kilku historii w opowiadanie, a to jest właśnie taki styk 2 historii. Dobrze, że to taki ostatni…(kiedyś to były 3 krótkie historie, które ze sobą złączyłam). Czekam na wasze kometarze :)

20. Powrót Bezimiennego

- Ostatnia część testu przed tobą – powiedział Szef prowadząc Wiktorię razem z oddziałem do magazynu, gdzie pingwinka po raz pierwszy miała do czynienia z Bezimiennym – odporności na wybuchy. W bazie będzie ich dużo.

- No wie Szef co? Nie jest ich dużo – zaprotestował Kowalski.

- Taaa… Wczoraj?

- Wybuch.

- Przedwczoraj?

- Wybuch.

- 3 dni temu?

- Wybuch.

- I nie jest ich dużo?

- No…

- Nie odpowiadaj.

Nagle drogę pingwinów przerwał Bezimienny.

- On nie może sobie odpuścić? – zapytała Wiktoria.

- To nie w stylu wrogów – odpowiedział Szef.

- A ten nie może być wyjątkiem?

- Ta reguła nie ma wyjątków – odpowiedział Kowalski.

- A wróg Manfrediego i Jonsona? – zapytał Szeregowy.

- No dobra. Jednak ma.

- Czas uśpić ptaszki – powiedział Bezimienny. Korzystając z małej odległości między nim, a Rico, kopnął psychopatę w kierunku ściany. Uderzając komandos stracił przytomność odcinając oddział od broni.

- No pięknie… – powiedział Skipper atakując bandytę. Ten jednak zrobił unik, przez co dowódca oddziału walnął w ścianę i podobnie jak towarzysz stracił przytomność.

- Kowalski, mamy jakieś opcje? – szepnął przestraszony Szeregowy.

- W nogi! – krzyknął wynalazca unikając pocisk wysłany przez Bezimiennego. Niestety na drodze przedmiotu była jeszcze jedna osoba.

- Wiktoria! – krzyknął młody podbiegając do pingwinki. Bandyta dostrzegł doskonałą okazję na atak. Wyjął nóż i rzucił w kierunku Szeregowego. W porę zasłonił go jednak Kowalski. Oberwał w lewe skrzydło (co było lepszą możliwością niż to, żeby broń rozwaliła młodemu głowę).

- Kowalski, nic ci nie jest? – zapytał pingwin nie wiedząc już, co robić.

- Mną się nie martw. Lepiej uciekaj. Chroń siebie.

- Nie zostawię oddziału.

- Sam nie dasz rady z nim walczyć – odpowiedział wynalazca tracąc przytomność. Szeregowy został sam.

Ignorując słowa kompana podszedł do Bezimiennego. Nie chciał, żeby coś się stało reszcie. A już na pewno nie pozwoliłby, żeby cos stało się Wiktorii. Już nawet miał pomysł, jak pokonać wroga. W tym celu zwabił go do pomieszczenia z maszyną do czyszczenia pamięci. Powalił trochę w sprzęt i uciekł, nie dając mężczyźnie wyjść. Chwile potem usłyszał wybuch. Było już po wszystkim. A przynajmniej tak myślał.

Kolejna za krótka notka :( Choć nie wiedziałam, czy zrobić tak krótką tą, czy następną. Ale wyszło, że ta. Mam nadzieję, że chociaż nie jest do kosza ;) 

Niestety niedługo (za 2 notki) będzie trzeba się rozstać z Wiktorią. Co prawda ona powróci, ale upłynie dużo czasu, zanim to się stanie.

Czekam na wasze komentarze! :)

19. Test na komandosa

-Szefie, może ją przyjmiemy do oddziału? – zapytał Szeregowy.

-Musiałaby zdać test. Nie wiadomo, czy by się jej udało. Choć ostatnia walka zwalnia ja z drugiej części.

-Ale reszta na pewno jej się uda! – młody myślał o tym z dużym optymizmem.

-A ona tego chce?

-Już się jej pytałem.

-Ech… No dobrze. Ale nie mieliśmy przyjmować dziewczyn do oddziału.

-Dzięki, Szefie! – i Szeregowy wybiegł z bazy.

-Jest Szef pewien? – zapytał Kowalski wychodząc z laboratorium. Był cały poowijany bandażami z powodu raz powstałych na wskutek zemsty Wiktorii.

-Mam co do tego złe przeczucia. – odpowiedział Skipper.

-Bebech?

-Tak. Może i ona ma talent, ale nie wiem, czy będzie z niej dobry komandos. Tym razem się jej udało, ale nie wiadomo, czy uda jej się z Hansem albo Bulgotem (coś dawno nie planuje żadnych zemst). Może się okazać, że będą zbyt trudnymi przeciwnikami.

————————————————————————————————————————————–

-Chodź, Wiktoria! – młody zawołał pingwinkę. – Szef się zgodził przeprowadzić test!

-To wspaniale! – odpowiedziała uradowana. – Będę mogła z wami uczestniczyć w misjach!

-Najpierw musisz to przejść. Biegnij w stronę bazy. Tam dowiesz się większej ilości szczegółów. Powodzenia! I nie dziękuj – to przynosi pecha.

-Dobrze!

————————————————————————————————————————————–

-Na początek musisz podać parę informacji na swój temat. To zajmie chwilę. – powiedział Szef widząc Wiktorię wbiegającą do bazy. – W tym celu Kowalski zada ci kilka prostych pytań.

-No dobra. – zgodziła się pingwinka. Szybko do niej podszedł wynalazca.

-1. Imię?

-Wiktoria.

-2. Nazwisko?

-Weiss.

-3. Narodowość?

-Niemcy.

-4. Wiek?

-17 lat

 

Po upływie paru(set) minut

 

-115. Ulubiony smak lodów?

-Czekoladowy.

-116. Ulu…

-To chyba miało być tylko kilka pytań! – nie wytrzymała pingwinka.

-Cierpliwość – duża. Koniec wywiadu psychologicznego.

————————————————————————————————————————————–

-I jak? – zapytał Szeregowy widząc wychodzącą z laboratorium Wiktorię. Była wyraźnie zdenerwowana.

-Wszystko poszło dobrze.

-To czemu jesteś taka zła?

-A po teście cierpliwości można być spokojnym?!

-W sumie… nie wiem. Ja wyszedłem spokojny.

-Co?!

-Odpowiedziałem na wszystkie 1000 pytań.

-Żartujesz?

-Nie. Zapytaj Kowalskiego. Sam był wtedy zdziwiony.

-To jaką ty masz cierpliwość??

-Anielską.

Z powodu natłoku nauki nie udało mi się napisac nic więcej. Ale mam nadzieję, że jednak notka wam się spodoba. Czekam na wasze komentarze  :-D

18. … i chcę, żeby tak zostało

-Chyba się spóźniliśmy… – powiedział Kowalski widząc złoczyńcę trzymającego w rękach nieruchomego Szeregowego. Wzrok towarzyszącej im pingwinki padł na młodego. Wszystko sobie przypomniała. Wezbrała w niej rządza zemsty.

Rzuciła się na porywacza. Zaczęła się zacięta walka. Ale już po kilku minutach mężczyzna leżał związany na ziemi.

Cały oddział skupił się wokół Szeregowego, który w dalszym ciągu nie dawał oznak życia.

Nagle otworzył oczy, a jego wzrok padł na Wiktorię. Ta poczuła motylki w brzuchu. Ona mimowolnie zaczęła się uśmiechać. On, mimo że widział ja po raz pierwszy, też.

-Szeregowy, wy żyjecie! – przerwał ta wspaniałą chwilę Szef.

Młody i Wiktoria od razu odwrócili oczy. To jednak ich zdradziło. Przynajmniej przed Kowalskim.

-Widać, że ktoś nam się tu zakochał… – powiedział z uśmieszkiem.

-Ja? Skąd! – odpowiedział Szeregowy zapominając, że nie umie kłamać.

-O! A w kim? – zapytał zaciekawiony Skipper.

-Ale mówię, że przecież w nikim się nie zakochałem! – próbował się jeszcze bronić młody.

-Nie martw się, Szeregowy. Czuję, że to ze wzajemnością. – wynalazca wysłał znaczące spojrzenie w stronę pingwinki. Ta zaczęła udawać, że nie wie o co chodzi.

Szeregowy pomyślał w tej chwili, że nieznajoma jest najpiękniejszą istotą na świecie. Nie wiedział tylko co ona o nim myśli. Chciał jej coś powiedzieć, ale natychmiast by się zdemaskował.

Podszedł do niej na krok. Wziął ją za skrzydło. Ale w tym momencie pingwinka je odepchnęła i powiedziała:

- Jesteś zabójcą.

Ten spuścił głowę. Szef i Rico popatrzyli z wyrzutem na Kowalskiego. To jego eliksir był teraz przyczyną kłopotów młodego.

-To nie on, tylko ja. – przyznał się skruszony wynalazca.

-Gdzie ona jest?

-Na wybiegu lemurów.

-Co na niej testowałeś?

-Napój, który mógłby sprawić, że stałaby się pingwinem.

-Skutki uboczne?

-Utrata przytomności, a nawet śmierć (jeden na 1000 przypadków).

-Możliwość odzyskania poprzedniego kształtu?

-Brak.

-Potrafisz rozpoznać, czy jakaś osoba umarła?

-Tak.

-Po tym czy oddycha.

-Potrafisz rozróżnić płytki oddech od jego braku?

-Co to jest płytki oddech?

-„Czyli po prostu uznał mnie za umarłą, bo pomyślał, że nie oddycham…” – pomyślała Wiktoria, a na głos zapytała: – Pomyślałeś, że w razie pomyłki mógłbyś ją udusić?

-To ona żyje?!

-Tak, dzięki lemurom, które otwarły skrzynię.

-A gdzie teraz jest? – Kowalski zaczął się obawiać zemsty dziewczyny.

-Przed tobą.

-Oj…

Ta notka wyszła mi krótsza, niż chciałam, ale kolejna na pewno będzie troche dłuższa. Czekam na wasze komentarze. :D